I po co ten pośpiech, ten niustanny na oślep bieg,
Na wszystko dokoła stale zachłanny przed siebie pęd?
Od świtu do zmierzchu, nocą do rana rozwarcie ust,
By zawsze móc więcej jeszcze w nie złapać, nim zmieści brzuch.
I po co to ciągłe chciwe liczenie, kto więcej ma
Bez sensu i celu wieczne krążenie jak ćma, jak ćma...
Wielkie nic tobą wykarmione,
Wielkie nic, nawet trochę mniej,
Jakby zero uwieńczone wiankiem zer.
Wielkie nic w siebie zapatrzone,
Potem już dalej cisza,
Bez muzyki przetańczony cały bal.
Wielkie nic skrzętnie uzbierane,
Wielkie nic choć z pozoru coś,
Wychodzone, wybiegane, piękne dno.
Wielki nic, w tobie zakochane,
Puste jak oczu twoich blask,
Tyle z tego, tyle z tego w końcu masz,
Tyle z tego masz,
Tyle z tego masz,
Tyle z tego masz!
Czemu to nagle, czemu to wszystko na serio tak?
Bez piłki czy z piłką wciąż na boisku, za faulem faul.
Skąd cała ta sławna siła przebicia, ten dziwny sport,
Czy to jest naprawdę sposób na życie, niech powie ktoś!
Wielkie nic skrzętnie uzbierane,
Wielkie nic choć z pozoru coś,
Wychodzone, wybiegane, piękne dno.
Wielki nic, w tobie zakochane,
Puste jak oczu twoich blask,
Tyle z tego, tyle z tego w końcu masz,
Tyle z tego masz,
Tyle z tego masz,
Tyle z tego masz!
Tłum się śmiał, kopułę cyrku wzdymał śmiech,
Tańczył klaun, po linie chwiejnym krokiem szedł
Stary klaun, pomalowana szminką twarz.
Jak co dzień szalał cyrk, huczał śmiech,
Pomiędzy niebem a areną człowiek szedł.
Podarta czapka, wielkie buty, śmieszny klaun...
I nikt nie wiedział, że się bał.
Jak co dzień szalał cyrk...
Klaun się chwiał, falami z dołu płynął śmiech.
Wiruje cyrk i lina gdzie, aż w dół popłynął barwny ptak...
Jak co dzień szalał cyrk, huczał śmiech,
I tylko lina jeszcze drży i tylko lina jeszcze drży...
To twój życiowy numer był i ryczy śmiechem cyrk.
Tłum się śmiał,
Tak to życiowy numer był,
Tak to życiowy numer był...